RSS
niedziela, 29 maja 2011
Fakty i mity

Od kilku dni środki masowego przekazu krzyczą o przypadkach zachorowań i śmierci wśród mieszkańców Niemiec. Przyczyną zgonów jest bakteria kałowa EHEC, której obecność stwierdzono na ogórkach przywiezionych do Niemiec z Hiszpanii. Jak się okazuje chorują nie tylko Niemcy, gdyż zakażone partie ogórków trafiły również do kilku innych krajów Europy. Dotąd zanotowano kilkaset przypadków zachorowań, a dziesięć osób zmarło.

To duży problem dla firm produkujących i handlujących surowymi warzywami. Ale i ludzkie tragedie. Przy okazji "afery ogórkowej" runął jeden z mitów pokutujących odkąd sięgnę pamięcią. Mit o niemieckiej czystości i niemieckim porządku.

Od lat zachwycaliśmy się umiejętnością zachowania czystości przez nację niemiecką. Za wzór stawialiśmy sobie czystość, ład i porządek panujące tam w domach, obejściach i na ulicach. Polacy jeżdżący na saksy, a zatrudniani w charakterze sprzątaczy, wiedzą jak bardzo musieli się starać, żeby zadowolić pracodawców swoją pracą. "Ordnung muss sein" - hasło wszystkich Niemców. A ja tak się zastanawiam, jak to właściwie jest z tą czystością, skoro tak wiele osób choruje... No bo to, że warzywa i owoce myje się przed jedzeniem, to wiedzą już dzieci w przedszkolu. Wszyscy wiemy przez ile rąk musi przejść warzywo zanim trafi do konsumenta. Różnych rąk. Niekiedy bardzo brudnych. Więc oczywistym jest, że zanim je ugryzę, to powinnam (NIE! - MUSZĘ!) wymyć je dokładnie. Ogórki nie były zakażone wewnątrz, bakteria usadowiła się na skórce i wystarczyło wypucować ogóra, żeby był zdrowy.

No to się pytam: jak to się ma do tej niemieckiej czystości?

21:40, semiranna
Link Komentarze (21) »
sobota, 28 maja 2011
Sobota w małym miasteczku

Nie mam zbyt wielkich wymagań. Czasem chciałabym gdzieś wyjść, coś obejrzeć, jednym słowem - rozerwać się. Ten weekend zapowiadał się interesująco, bo obchodzone są dni mojego miasteczka. Liczyłam na wyjątkowe atrakcje, a zafundowano mi - i nie tylko mi - kolorowe karuzele, osiemnaście namiotów z piwem i trochę mniej z przekąskami, jak również scenę z dość wątpliwym nagłośnieniem i zespoły, których świetność albo jeszcze nie nadeszła, albo dawno przeminęła. Jedynie piątkowy występ Kultu wart był stania w ulewnym deszczu.

Ale powróćmy do sobotnio-niedzielnych atrakcji. Jedyne w mieście kino poleca hiszpański thriller "Oczy Julii". Ciekawe? Nie wiem. Nie skusiło mnie, nie poszłam. Tak jak na zapowiadany występ zespołu Lady pank. "Mała lady pank" to przeszłość tak daleka, że prawie niewidoczna;)

Dlaczego w weekendy jest tak mało atrakcji dla niezmotoryzowanych mieszkańców małych miasteczek? Dlaczego funduje mi się możliwość wypicia drogiego piwa w plastikowym kubku i wysłuchanie koncertu wątpliwej jakości przygasłych gwiazd? I kryminał, którego nikt nie chce oglądać?

Słowo prowincja zaczyna dla mnie nabierać specyficznego wydźwięku. Już nie kojarzy się z oazą zieleni, spokoju i ciszy. Bardziej z nudą.

Niestety.

22:10, semiranna
Link Komentarze (6) »
Goryczą pisane

To głupie. Zajrzałam do blogowych statystyk i wpadłam w popłoch, widząc adres bloga z odległych, internetowych czasów. Nie wiem dlaczego tak. Coraz mocniej zamykam netową przeszłość. Nie chcę powrotu dawnych znajomych, bo czuję się zawiedziona. Kłamstwem okazały się deklaracje przyjaźni, a nawet zwykłego lubienia. Internet jest iluzją. Dziś kogoś przytulasz, jutro nie pamiętasz, że ktoś taki był. Wszystko to fatamorgana uczuć. Nic nie znaczące literki, słowa, zdania... Biada temu, kto uwierzył, że cokolwiek jest tu prawdziwe. Bo nie jest.

Dawniej dużo rozmawiałam z ludźmi poznanymi w internecie. Na początku przenosiłam znajomości do realnego świata, potem mailowo. Teraz się boję. Tu nic nie jest trwałe, a angażowanie się w znajomości przynosi jedynie rozczarowania. Wydawało się, że jestem lubiana. Czytałam pochlebne wpisy, odpowiadałam na miłe maile, mówiłam o tamtym miejscu, że jest moje. Taki internetowy domek, gdzie czułam się bezpieczna. Minął ponad miesiąc od momentu gdy odeszłam i nikt, NIKT z ludzi z którymi rozmawiałam nie odezwał się nawet jednym słowem. Nie zapytał co się ze mną dzieje, czy w ogóle żyję.

Tak wygląda internetowy świat. Tyle są warte internetowe znajomości. I nawet nie mogę mieć o nic żalu czy pretensji, bo tak tu jest. Dystans. Magiczne słowo pozwalające na bezbolesną egzystencję w necie. Chciałabym, żeby udało mi się go w końcu w sobie wypracować. Na razie unikam spotkań z przeszłością. Wciąż boli...

21:13, semiranna
Link Komentarze (14) »
Wiosna na biało

Wiosna cieszy kolorami. Zachwyca intensywnością zieleni, dając nią odpoczynek dla oczu i skołatanych nerwów. Ale wiosna to też biel we wszystkich swoich odcieniach. Jak panna młoda strojna falbanami, koronkowym ażurem i zwiewną delikatnością najpiękniejszych kreacji...

15:23, semiranna
Link Komentarze (5) »
Sztuka prawienia komplementów

Do tych przemyśleń zainspirował mnie wpis na blogu Ilenki. Umieściła w nim fragment listu od pana, który obsypał ją wiązanką tak wyszukanych komplementów, że jeszcze długo po przeczytaniu śmiałam się z ich finezyjnych porównań;)

Niewielu mężczyzn posiadło sztukę prawienia kobiecie komplimentów. Nie ma w szkołach przedmiotu, który nauczyłby młodych panów jak sprawić kobiecie przyjemność, obsypując ją miłymi słowami, a młodym paniom pokazał w jaki sposób odpowiadać na tego rodzaju słowne awanse. Zatem panowie posiłkują się wzorami z filmów i najczęściej na ich podstawie tworzą swój własny repertuar. Jak nieporadne, śmieszne, a czasem wręcz żenujące bywają komplementy, wie każda z nas. Nie wiem na czym polega trudność w pochwaleniu urody, czy inteligencji. Dlaczego w tej właśnie dziedzinie panom brakuje inwencji? Czy tak trudno jest powiedzieć: ślicznie wyglądasz w tej sukience, albo: w nowej fryzurze jest ci bardzo do twarzy.? Albo: zapach twoich perfum wywołuje dreszcze, ewentualnie: jestem zachwycony wystrojem twojego domu.

To kilka prostych komplementów, na które zawsze można odpowiedzieć z uśmiechem, nie czując skrępowania, a tylko przyjemność. Słowo daję, na miejscu panów nauczyłabym się takich zwrotów na pamięć i stosowała w razie sprzyjających okoliczności. Już nie mówię o naprawdę wyszukanych komplementach, gdzie między słowami przemycane są podteksty o zabarwieniu erotycznym, czyniąc zabawę w słowa niezwykle interesującą. Bo do tego trzeba urodzić się artystą. Panowie, nauczcie się, że kobiety zdobywa się głaskaniem. Choćby słowem;))

14:42, semiranna
Link Komentarze (6) »
piątek, 27 maja 2011
Deszczowe myśli

Połamało mnie. Tak dokumentnie. Nawet najmniejsze stawy piszczą mi z bólu. Wszystko przez pogodę. Wieczorne "porno i dusno" przeszło w dzień pochmurny i dużo chłodniejszy, za to teraz leje, a z każdą kropelką deszczu skrzypię coraz mocniej;) Lubię deszcz pod warunkiem, że nie trwa zbyt długo. Lubię jego miarowe szeleszczenie, ciepło majowych kropel i senność szarego nieba. I zapach mokrej ziemi. Są jak kołysanka nucona przez Naturę...

Trochę mi głupio pisać o swoich dzieciach, kiedy wiem, jak różnie potrafią układać się innym mamom stosunki z ich dziećmi. Bo mnie udało się wygrać los na loterii, w którym były dobre dzieci:) Nie wiem na czym to polega. Jeden wypruwa sobie flaki dla dzieci i nie otrzymuje w zamian nawet dobrego słowa, inny ma w tyłku co będzie z jego dziećmi, a one i tak go uwielbiają. Jak prawie każda matka, starałam się być dobrą matką. Wychowywałam dzieci trochę intuicyjnie, a trochę podczytując dobre (według mnie) wzory matkowania. I tak sobie myślę, że chyba udało mi się zaszczepić w dzieciach to, co najważniejsze: troskę o najbliższą rodzinę. Czasami ja czuję się przy nich jak dziecko:)

Dzień Matki to także mój dzień:) Dzień kwiatów, prezentów i telefonów. I odkrywania po raz kolejny, że dla moich dzieci jestem naprawdę ważną osobą. Jedyną. Czym się to objawia? Codziennymi telefonami, naprawionym rowerem, zapłaconymi rachunkami i kijkami do nordic walking.

Jestem szczęściarą. Jak diabli:)

22:44, semiranna
Link Komentarze (8) »
czwartek, 26 maja 2011
Wieczór

Jest późny wieczór. Właściwie noc. Okna w domu pootwierane na przestrzał. Gorąco... Nieokreślony niepokój przelatuje wiatrem między drzewami, wpada przez okna do domu i szamocze się z firanami... jakby szukał czegoś co zgubił, a czego odnaleźć nie może...

Słońce zachodziło malując ogniem niebo i ziemię. Krwistą czerwienią promieni znaczyło ostatnie minuty dnia. Kiedy znikło za horyzontem, świat uspokoił się niebieszczeniem, granatem... nocą. Pozorny ten spokój, bo wiatr, po jeszcze jasnym niebie, rozpościera smugi ciemnych chmur... snuje burzowe pejzaże obiecując deszcz.

I nagle cisza... jakby Ziemia ugłaskała niespokojność Natury. Nie na długo. Niebo od zachodu nabrzmiewa burzową czernią. Parno... Ta noc miesza myśli.

I zmysły...

22:16, semiranna
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8