| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
RSS
czwartek, 26 stycznia 2012
Uzależnienia

Nie wiem czy mam w sobie geny czyniące mnie nałogowcem. Na dobrą sprawę nie wiem nawet, czy takowe istnieją. Ale chyba musi być coś na rzeczy, bo kiedy zastanawiam się nad sobą, to odnajduję niewiarygodną wprost skłonność do uzależniania się. Od wszystkiego.

Nałóg papierosowy trzymał mnie w swych szponach około dwudziestu lat. Paliłam jak smok, w kulminacyjnym punkcie dwie paczki dziennie. Żarłam te papierochy. Paliłam jednego, odkładałam na chwilę do popielniczki, zapominałam o nim i zapalałam następnego. Paliłam w pracy, paliłam w restauracjach po obiedzie, w kawiarniach przy ciastku i winie, w domu też... I nie ważne, że wydmuchiwałam za okno, czy wychodziłam na korytarz. Lubiłam palić, pasował mi zapach palonego tytoniu i nigdy nie myślałam o tym, żeby przestać. Rzuciłam z dnia na dzień i jakimś cudem nie palę od prawie dwudziestu lat.

Zamienił stryjek siekierkę na kijek...

Może nie do końca zamieniłam palenie papierosów na popijanie procentów, bo właściwie alkohol towarzyszył mi od młodości. Najpierw prywatki z winem, później spotkania towarzyskie z drinkami, wreszcie flaszki wypijane kieliszkami. Dużo było tych okazji... Czy był problem? Myślę, że problem picia pojawił się wraz z internetem.

Wessał mnie ten świat zupełnie. Zawrócił w głowie możliwościami i najpierw poniósł wielką falą, a później z lekka podtopił. Żeby złapać oddech i nie przejmować się tym, co wywoływało zamęt w mojej głowie, sięgnęłam po procentowe wspomagacze. Świetnie się pisze na lekkim rauszu. Wypowiedzi są gładkie, riposty celne i błyskotliwe, a rozmowa może ewoluować w zadziwiający sposób... Nie wiem w którym momencie zaczęłam pić, żeby w ogóle móc rozmawiać. Tak, jakbym na trzeźwo już nic nie miała do powiedzenia. Kiedy teraz o tym myślę, to trudno mi zdefiniować co czułam - strach? Przed powiedzeniem własnego zdania? Przed brakiem akceptacji? Manipulacja to straszna rzecz. I piekielnie niebezpieczna. Poddałam się jej wpływowi i mały włos, a zapłaciłabym za to najwyższą cenę. Piłam, bo odebrano mi poczucie własnej wartości. Piłam, żeby dorównać jakimś niesprecyzowanym wymogom i oczekiwaniom względem mojego pisania. Jednocześnie w ogóle nie zdawałam sobie sprawy, że pochłonął mnie kolejny nałóg - internet...

Internet, a wraz z nim uzależnienie od wirtualnej obecności drugiego człowieka, od rozmowy z nim, poczucia bliskości. Trudno uwierzyć, ale gdy zaglądam w archiwa, to wychodzi na to, że całe miesiące spędzałam na rozmowach przy komputerze po kilkanaście godzin dziennie. I byłam szczęśliwa... jak na haju. Przebudzenie było nader bolesne, może dlatego teraz chronię siebie pancerzem dystansu. Bo od obecności drugiego człowieka też można się uzależnić.

Przyzwyczajam się nie tylko do ludzi, ale i do miejsc. Do sprzętów także. Są rzeczy, których nie potrafię wyrzucić, chociaż nie są ani ładne, ani potrzebne. Czy to początek "zbieractwa", kolejnego nałogu? Dobrze, że mam duży metraż;)

Wpis zainspirowała notka i komentarze u Iki.

11:16, semiranna
Link Komentarze (47) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Zachwycenia

Aura nie sprzyja częstym spacerom, szukam więc w necie miejsc ciekawych, ciekawych ludzi, wzruszeń i zachwytów. Dziś trafiłam na takie miejsce i tylko żal, że nie będzie dalszego ciągu...

Blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego.

Magdę Umer noszę w sercu od wielu, wielu lat. Zasłuchiwałam się w jej duety z Andrzejem Nardellim, odnajdując w ich wrażliwości pierwsze, młodziutkie serca drżenia. Piosenki Magdy pojawiają się w moim życiu jak stop-klatki, zapisując ten czas szczególnie mocno w pamięci. Są jak niewidoczna nić, łącząca nostalgicznymi nutami w jedną całość dzieciństwo, młodość i dojrzałość. I chociaż przez lata musiałam odgrywać rolę mocnej kobiety, to wciąż pobrzmiewają we mnie tęsknoty za czymś co mogłoby być, a czego nie ma i nawet gdyby przyszło, to i tak pełne będzie popielatych zamyśleń...

Andrzeja Poniedzielskiego bardzo lubię za urzekające teksty piosenek Eli Adamiak, Edyty Geppert, Grzegorza Turnaua i wielu, wielu innych wykonawców. Świetnie mi się czytało jego rozmowy z Magdą Umer na ich wspólnym blogu. Może jeszcze do nich wrócą?:)

Pilnujmy marzeń:)

11:30, semiranna
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Ocenzurowano

Nic mnie tak nie wprawia w rozbawienie, jak cenzurowanie moich słów w internecie:))) Wchodzisz gdzieś na forum, piszesz miłe pozdrowienia, a tu srrrru! - wykasowane:)) Zawsze będzie mnie zdumiewać u niektórych przemożna chęć kontrolowania cudzych myśli i postępowań. Jakby dorośli w końcu ludzie nie mogli być odpowiedzialni za swoje słowa.

Od kilku dni obserwuję bezprecedensowy atak hakerów na internetowe strony polskiego rządu. Swoją akcję nazywają "nieskrępowanym głosem przeciw ustawie ACTA". Blokowane są kolejne rządowe strony. Nie popieram takiego sposobu walki, bo to krok do anarchii, ale jednocześnie absolutnie sprzeciwiam się infiltracji środowisk internetowych przez jakiekolwiek instytucje polityczne czy państwowe.

Szykuje nam się kolejny Wielki Brat w postaci nowych ustaw ACTA i SOPA, które to ustawy mają oficjalnie na celu walkę z piractwem w internecie, ale w konsekwencji mogą stać się  narzędziem cenzury i inwigilacji jego użytkowników. Nie ma świata bez cenzury. Istnieje ona wszędzie tam, gdzie dociera ludzka myśl. A internet jest miejscem szczególnie potężnego oddziaływania i jak widać coraz częściej i coraz więcej rządów państw ma chęć sterowania wolnością wypowiedzi.

A zaczyna się tak banalnie... kasowaniem i banowaniem na forach dyskusyjnych...

10:40, semiranna
Link Komentarze (22) »
sobota, 21 stycznia 2012
Dzień Babci:))

Że to dziś Dzień Babci, a ja uczę się do nowej roli, to postanowiłam zrobić sobie laurkę za moją wnusię;) Na razie tylko za Maję, bo drugie Maleństwo nie jest jeszcze określone płcią. Kwiatków i czekoladek nie będzie, będą za to życzenia dla wszystkich Babć:)

19:35, semiranna
Link Komentarze (9) »
Temat bez dna

Kłamstwa, kłamstewka, drobne oszustwa, wielkie i małe krzywdy czynione okłamywanym. Niekiedy kłamie się gładziutko i w ramach usprawiedliwienia dla siebie dodaje: ależ to dla jej/jego dobra. Żeby nie cierpiała, żeby nie było jej przykro, w końcu - przecież to tylko drobna nieścisłość. Nie twierdzę, że świat jest czarno-biały. Nie szukam utopijnych krain. Kłamstwo żyje wśród nas na prawie przyzwolenia ogólnego. Ja również nie jestem od niego wolna. Zdarza mi się. Nie, nie. Nie będę się ani usprawiedliwiać, ani sądzić. Chciałam jedynie zapytać, dlaczego tak szybko sięga się po tarczę kłamstwa? Warto ukrywać się za tak niepewnym schronieniem?

Pamiętam jak kiedyś złapano mnie na nieważkim kłamstwie. A może nie nieważkim, bo dla okłamanego mogło być szczególnie ważne? Było mi tak strasznie wstyd, że szłam w zaparte, zaprzeczając jak tylko mogłam. Czułam się podle. I nic by w tym wydarzeniu nie było nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że skłamałam komuś, kto cały był kłamstwem. Od początku do końca. Od wymyślonego imienia począwszy, a na płci skończywszy. Wiedząc kim jest ta osoba i tak czułam się bardzo źle. Może niepotrzebnie? Czy okłamać kłamcę jest mniej niemoralne, niż okłamać człowieka prawego?

Tak mi się przy sobotnim wieczorze zebrało...

16:48, semiranna
Link Komentarze (14) »
piątek, 20 stycznia 2012
Dzień jak co dzień

Za oknami prawie noc... Ciężkie, śniegowe chmury zawisły nad całą kotliną, czyniąc niewidocznym nie tylko słońce, ale i pobliskie góry, które jeszcze wczoraj, w pełnym słońcu skrzyły się bielą śniegu. Świat poszarzał, ale tylko na chwilę, póki nie minie śnieżna zadymka. Wtedy będzie już tylko piękniej:)

Wytrzymam ten napór szarości za oknami, włączę muzykę, może nawet zapalę świece i kadzidełka? Dawno tego nie robiłam, a przecież tak dobrze działa na mnie zapach palonego sandałowca i migotliwe błyski świec. Właściwie nic dzisiaj nie robię. Tyle, że napaliłam w piecach i mam cieplutko w domu. Z tego nicnierobienia siedzę w necie i "odgrzewam kotlety";) Piszę tu i tam, jakbym chciała zagadać strach przed nieuchronnie zbliżającą się operacją. Nie mam jeszcze dokładnego terminu. Prawdopodobnie dowiem się w przyszłą środę, podczas wizyty u ortopedy. Chciałabym mieć to już za sobą. Nie cierpię czekania. Wbija mnie w kompletny marazm życiowy. I rodzi głupie myśli. I jeszcze głupsze działania.

A co poza tym?

Chyba jednak pójdę usmażyć prawdziwe kotlety;))

Ale zanim to zrobię...

Śnieg

Białe kwiaty gdzieś na korsie... może w Nizzy...

Kołowieje - Cichopada - Białośnieży.

Chodzą ludzie miękkostopi po ulicach,

Końca nosa im nie widać zza kołnierzy.

 

Uśmiechnęły się panienki w białych lisach

I podniosły wąskie palce aż ku ustom...

Był ktoś biały, co niebieskie listy pisał...

Było cicho. Było dobrze. Było pusto...
 

Z okna domu ponurego, jak Titanic,

Zaechowiał i wysączył się, jak trylik,

Płacz zmęczonej prostytutki, której stanik

Zafarbował ogniokrwisty hemofilik.

 

Ktoś się nagle chciał roześmiać, ale nie mógł...

(Oczy cichych czasem chłodne są jak marmur)

Czyjeś ręce pochyliły się ku niemu

Z łyżką ciepła, kochaności i pokarmu.

 

A ulicą chodzi siwa Matka Boska,

Szuka Żalu, Zrozumienia i Pokuty...

Po witrynach, po parkanach i po kioskach

Jaskrawieją rozrzucone moje "Buty".

 

Chcesz? - będziemy dziś przy gwiazdach tańczyć nago...

Daj mi dotknąć swoich miękkich ust-atłasów...

... Polecimy na Bleriocie do Chicago

Jeść o zmierzchu słodki kompot z ananasów...

Bruno Jasieński

16:24, semiranna
Link Komentarze (30) »
czwartek, 19 stycznia 2012
Retrospekcja uczuć

Staram się nie rozpamiętywać tego, co było. Bo każde dotknięcie przeszłości wciąż jeszcze boli. Sądziłam, że czas pozwoli mi odnaleźć w sobie emocjonalne ukojenie, ale wystarczy drobiazg, by runął misternie budowany mur dla emocji.

Nie wiem, co czuję. Nie potrafię nazwać tej mieszanki chęci wybaczenia i zemsty. I nie wiem jak to się dzieje, że sprawia mi przyjemność, gdy widzę, że kolejna znajomość W. zmierza ku końcowi. Zginęła gdzieś we mnie zazdrość. Na jej miejsce pojawiła się mściwa satysfakcja. Nie umiem sobie darować uśmieszku pogardy, widząc W. z kolejną rozszczebiotaną zdobyczą.

Powiedział mi kiedyś:

- Ja nie szukam podniet. Wieczory spędzam w domu. Popatrz na swojego syna, na zdjęcia jakie zamieszcza na NK. To jest szukanie podniet.

Wtedy mnie zatkało. Zapomniałam języka w gębie. Mój syn, jak każdy "młody wilk" wziął się z życiem ostro za bary. Ciężko, bardzo ciężko pracuje. Robi karierę. Ale i wypoczywa inaczej, niż zwykły gryzipiórek. Żeby zrzucić całotygodniowy stres związany z pracą, wraz z przyjaciółmi w weekendy uprawia sporty ekstremalne. Jest facetem, w którym buzuje testosteron, ale nigdy, przenigdy nie zdarzyło mu się spotykać z dwiema, czy kilkoma kobietami w jednym czasie.

No cóż... jednego podnieca zjazd na stalowej linie nad przepaścią, a drugiego lawirowanie między zakochanymi kobietami. Jedno i drugie można nazwać szukaniem podniet. W. zapomniał o jednym - jak bardzo można skrzywdzić drugiego człowieka zabawą w króliczka. A może nie zapomniał? Może to właśnie jest dla niego największą podnietą? Dziś jestem jego dziełem. Ta złośliwa, pełna jadu kobieta urodziła się z poczucia krzywdy. Nie wiem jak długo będzie ona kierować moim życiem. Bronię się przed nowymi znajomościami jak przed ogniem. Każdą próbę nawiązania kontaktu ironicznie spuszczam w nicość. Kiedy pomyślę, jak jeszcze niedawno byłam otwarta na nowe znajomości i nowe związki, to mam wrażenie, że to nie ja...

Zabił we mnie potrzebę znalezienia kogoś na życie. I nie tylko. Zabił też we mnie chęć dzielenia się sobą. Bo właściwie nie mam czym.

Tam, gdzie dawniej pulsował klucz do ludzkich serc, pozostała pustka.

Ps

Przepraszam Was za zamknięcie linku do komentarzy*

11:03, semiranna
Link
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22