| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
RSS
poniedziałek, 02 maja 2011
Śluby

Wiadomość o śmierci Basi odsunęła wszystkie inne wydarzenia zupełnie na bok. Nie obejrzałam transmisji ze ślubu Williama i Kate. Dopiero teraz mogłam zobaczyć fragmenty ślubu stulecia.

Piękna para... William ma spojrzenie i uśmiech matki. Kiedy po pocałunku z Kate uśmiechnął się zakłopotany, to jakbym zobaczyła Dianę. I chociaż książę robi się bardzo podobny do ojca, to w jego rysach zawsze będzie można odnaleźć cień urody matki. A Kate? Przez niektórych nazywana dziewczyną z ludu, wyglądała i zachowywała się jak prawdziwa księżniczka. Subtelna uroda, cudowna, klasyczna suknia i towarzystwo Williama sprawiły, że Kate otaczał czar Kopciuszka.

Ten widok przypomniał mi obrazy sprzed wielu lat... Moją suknię ślubną uszyła Mama. Czas kryzysu i pustych półek wymógł na nas szalony zupełnie pomysł uszycia sukni z kuponu NRD-owskiej firany, załatwionej przez jedną z ciotek po wielkiej znajomości. Jak patrzę na zdjęcia, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że suknia uszyta była w stylu lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Gruby haft na gorsecie, rękawach i dole spódnicy na delikatnej, muślinowej mgle. Nie była to suknia Kopciuszka, ale też piękna:)

Do ślubu jechaliśmy "za końskimi dupami";)) Takie określenie padło z ust teściowej, kiedy dowiedziała się, że pojedziemy dorożką. Nie mieściło jej się w głowie zestawienie ślubu "miastowego" z końmi. Bo to był czas, kiedy najbardziej trendy było wynajęcie taksówki z zakrytym "kogutem" taxi, ozdobionej balonikami przy klamkach. No, ale uparłam się i do dziś dnia uśmiecha mnie wspomnienie jazdy uliczkami miasta. Wieczór był ciepły, jechaliśmy odkrytym powozem i nie było osoby, która nie zatrzymałaby się na widok młodej pary. Ludzie stawali, uśmiechali się i pozdrawiali życząc szczęścia. I chociaż nie było wiwatujących tłumów jak na ślubie królewskim, to czułam się jak prawdziwa księżniczka.

Nie wiem jak to się stało, że przestaliśmy się rozumieć. A może nigdy nie potrafiliśmy? Rozwód to najlepsza sprawa jaka mogła się nam przytrafić po dziesięciu latach szarpaniny.

Oprócz dzieci:)

10:30, semiranna
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 maja 2011
Basia

Są ludzie, których sama obecność powoduje, że problemy stają się mniej dotkliwe, a ból mniej bolesny. Taka była Basia. Była... Umarła kilka dni temu.

Mam żal. Żal do słońca, że nie przygasło z bólu, żal do ludzi spotykanych na ulicach za ich beztroski uśmiech i szczęście malujące się na twarzach. Dlaczego nie płaczą razem ze mną? Dlaczego nie czują Jej braku? I żal do siebie... Za zbyt szybko przerwaną ostatnią rozmowę, za zaniedbanie kontaktu, zbyt mało spotkań. Za wszystko, co odkładałam na później. Bo dziś już przestało mieć to jakiekolwiek znaczenie...

Życiem Basi byli ludzie. Bliscy i dalecy. Wszyscy ci, którzy potrzebowali pomocy. Basia brała na siebie ich problemy, jakby brzemię które sama dźwigała od losu było niczym. Jej żywiołem była walka o innych i ZAWSZE wygrywała zmagania o ich życie. Niezwykle pracowita, znajdowała czas na gromadzenie wokół siebie podobnych zapaleńców, którzy tak jak i ona chcieli i potrafili pomagać.

Nie pytam dlaczego musiała odejść tak wcześnie, bo na to pytanie nie ma odpowiedzi. Tylko czterdziestka to nie jest wiek na umieranie... Wraz ze śmiercią Basi straciłam poczucie bezpieczeństwa, które dawała mi pewność, że gdyby działo się coś złego, to Basia poruszy niebo i ziemię, a jak będzie trzeba, to i samego diabła przekupi. Będzie mi jej bardzo brakować.

21:01, semiranna
Link Dodaj komentarz »
Przemijanie

Właściwie nie wiem od czego zacząć. Tyle wydarzyło się w ostatnich miesiącach, tygodniach, dniach... latach. Wydaje mi się jakbym wczoraj była nastolatką, panną mlodą, szczęśliwą mamą, a nagle, w jednej chwili dom opustoszał, a w ogromnym lustrze w przedpokoju mijam odbicie kobiety, która z każdym dniem jest coraz starsza. Nie, nie jest ani stara, ani brzydka, ale jest inna i nie ma już nic wspólnego z wiosenną świeżością młodości.

Czy jest mi z tym źle? Czasami bardzo. Wszystkie te bajdy o pogodnym starzeniu się i pogodzeniu ze zmianami fizycznymi i mentalnymi można włożyć między bajki. Jest ciężko i tyle. Tym ciężej, że wkracza się w wiek dojrzały samej, bez partnera, przyjaciela, męża. Przegapiłam moment, kiedy jeszcze mogłam wpuścić kogoś do swojego życia, a teraz już bym nie umiała oddać części terytorium.

Miłość? Trafiła się kilka razy. Pierwsza mlodzieńcza, platoniczna, druga długa i trudna - do męża. Kilka lat po rozwodzie zupełny odlot i strach przed ludzkimi językami. Był dużo mlodszy, wystraszyłam się przyszlości, odeszłam. Do dziś zadaję sobie pytanie jakby to było, gdybym nie stchórzyła... Zupełnie niedawno przeżyłam coś, co jeszcze tłucze się emocjami. Przeżyłam? Chyba wciąż jeszcze mam w sobie. Nie jest łatwo zabić miłość...

20:17, semiranna
Link Dodaj komentarz »
1 ... 21 , 22