| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
RSS
czwartek, 23 lutego 2012
Pierwsze wrażenia

Mówi się, że życie jest nieustającym balansem między dobrem, a złem. Podobno każdy z nas ma wyznaczoną miarkę dla złych i dobrych wydarzeń, i że w końcowym rozliczeniu bilans powinien wyjść przynajmniej na zero. Właściwie byłoby to idealne zakończenie żywota. Jeśli tak jest, to właśnie weszłam w fazę wyrównywania złych chwil dobrymi wydarzeniami. Najpierw spędzona w górach najpiękniejsza jesień w moim życiu, święta i Sylwester w Anglii, teraz zima w górskim kurorcie. To mój zimowy debiut. Nigdy wcześniej zimą nie wyjeżdżałam w góry. Z natury jestem ciepłolubna i nie miałam odwagi zmierzyć się ze śnieżnymi szlakami. Ale widać wszystkiego w życiu musi się spróbować.

Centrum rehabilitacyjne umiejscowione jest na zboczu góry i dojazd do niego jest tak stromy, że część aut ma problem z pokonaniem ostatnich kilkuset metrów. Za to widoki z okien wprost bajkowe... Panorama ośnieżonych górskich szczytów zachwyca jednakowo tak w czasie słonecznych chwil, jak i otulona mgłą. Częściowo zamarznięte potoki wartkim nurtem spływają z wnętrza gór, z pluskiem mijając kamienne przeszkody. Jest pięknie... cisza smrekowych lasów zawsze działa na mnie kojąco. Jak najlepszy balsam na duszę. Mieszkam w bardzo nowoczesnym centrum. To typowe SPA dla polskich i niemieckich kuracjuszy. Wspaniały hol z przeszklonymi ścianami i wygodnymi kanapami robi wrażenie. Podobnie jak wewnętrzne balkony. Obiekt wyposażony jest w sale gimnastyczne, basen, sauny, gabinety fizjoterapii i hydroterapii, salony fryzjerskie i kosmetyczne, bar, restaurację i wszystko inne, czego można sobie zażyczyć, żeby odzyskać siły witalne. Chyba czuwają nade mną dobre anioły, bo dostałam pokój tylko dla siebie. Własny prysznic i toaleta dopełniły szczęścia. Jeśli dodam do tego internet i telewizor w pokoju, to nie muszę chyba pisać jak się czuję. Jest mi bosko!

Karta zabiegowa zapisana z góry do dołu. Nie spodziewałam się aż takiej ilości zabiegów. No, ale jak stawać na nogi, to na baczność! Będę się zatem mrozić w kriokomorze i rozgrzewać w wannie z hydromasażem, będę korzystać z pola magnetycznego i lasera, a także z masażu wirowego i gimnastyki w basenie. Do tego oczywiście ćwiczenia z rehabilitantem. I wędrówki po górach. To jest najważniejsza i najprzyjemniejsza część terapii. Jestem przygotowana na każdy rodzaj pogody, więc drżyjcie góry. Nadchodzę!

PS

Niestety nie dałam rady ściągnąć zdjęć na laptopa,  będę więc uzupełniać po powrocie.

10:35, semiranna
Link Komentarze (14) »
niedziela, 12 lutego 2012
"Don't cry for me"

"Nie płacz po mnie

nie roń łez.

Czas, który z tobą dzieliłam

zawsze będzie,

a kiedy odejdę

wciąż trwaj

i nie płacz po mnie."

Whitney Houston

1963 - 2012

(*)

 

10:47, semiranna
Link Komentarze (13) »
środa, 08 lutego 2012
Pospolite ruszenie

Jako naród jesteśmy wyjątkowo zorganizowani i jednomyślni w urządzaniu różnego rodzaju pospolitego ruszenia. Nie wiem czy zima ma szczególny wpływ na te akcje, bo "w kupie cieplej", czy może brak innych bodźców sprawia, że zimową porą ze szczególną uwagą śledzimy doniesienia medialne. A że komputery trafiły po strzechy, to i szybciej, i gromadniej zwołujemy się "przeciw, a nawet za". Ostatnimi czasy wysyp pospolitych ruszeń jest nader obfity, bo też i media szaleją z doniesieniami.

Najpierw była sprawa ACTA, która zresztą ciągnie się nadal, wywołując machanie może nie tyle szabelkami, ale flagami narodowymi i transparentami, wspomożone sandałowo-szydełkową akcją, tudzież zwiększoną siłą stukania w klawiatury. Portale zaroiły się od wszechwiedzących i jedynie wiedzących. Nie ma miejsca na wątpliwości. Albo jesteś za, albo przeciw. Tak jednym, jak i drugim grozi lincz za odmienne zdanie. A nawet jeśli  słowo lincz jest lekkim przegięciem, to wyrzucenie poza nawias społeczności internetowej jest całkiem realne. I jeśli kwestia umowy ACTA w miarę zjednoczyła internautów, tak działania pana Rutkowskiego w sprawie zaginięcia maleńkiej Madzi - dokumentnie podzieliły. Bo mama dziecka dawno zawisła na wirtualnej szubienicy. Rozkrzyczane fora stały się podobne placom egzekucyjnym, gdzie gawiedź przed dokonaniem wyroku obrzuca skazanego zgniłymi pomidorami. Ot, taki ludzki odruch...

Wracając do Rutkowskiego i kwestii poddawania pod ocenę moralności jego postępowania. Gdyby taka tragedia, jaka dotknęła rodzinę Madzi, nie daj Boże była moim udziałem, to absolutnie byłoby mi obojętne czy Rutkowski postąpił zgodnie z prawem i czy jego działania były moralne, czy nie. Bo najistotniejsze było dotarcie do prawdy. Że bolesnej? A w przypadku ogłoszenia tej prawdy przez policję, byłaby ona mniej bolesna? No, ale jesteśmy narodem pełnym miłości do bliźniego, dlatego krzyżujemy Rutkowskiego na ołtarzu współczucia dla rodziny dziecka. Bo w naszym kraju, jeśli robisz coś, na co niewielu innych stać, to powinieneś o tym milczeć. Tak, tak! Nie wolno chwalić się sukcesami, bo to niemoralne! Nie wdaję się w ocenę zachowań pana Rutkowskiego. Według mnie zrobił dobrą robotę, a ofiary musiały być tak, czy inaczej. Ale jakże miło widzieć obrońców moralności i etyki w osobach dziennikarzy, którzy na co dzień bardziej przypominają hieny, niż ludzi. I już mamy kolejny powód do pospolitego ruszenia! Heja, na Kolendę-Zalewską!

Dawno nie widziałam takiego braku profesjonalizmu u dziennikarza. Zastanawiam się, na ile postawa pani Kolendy była jej prywatną postawą, a na ile odzwierciedlała poglądy i potrzeby kierownictwa stacji. Czy panią Kolendę poniosły nerwy, czy celowo zrobiła pokazówkę, żeby stacja zarobiła na wzroście oglądalności? W każdym razie we wszystkich możliwych do wypowiadania się miejscach, starły się hordy będących "za, a nawet przeciw", plując na siebie niewybredną mieszanką chamstwa i moheryzmu.

Mocni jesteśmy "w pyskach", potrafimy zmobilizować się do gry ze wspólnym przeciwnikiem. Ale jeszcze szybciej gotowi jesteśmy rzucać się do gardeł każdemu, kto jest inny, kto żyje inaczej i myśli inaczej, niż nam by się to podobało. Wiele razy w różnych artykułach padało słowo "lincz". Obserwując ostatnie wydarzenia, odnoszę nieodparte wrażenie, że jesteśmy narodem pragnącym "chleba i igrzysk". Niestety, coraz częściej krwawych igrzysk.

11:37, semiranna
Link Komentarze (33) »
sobota, 04 lutego 2012
Wspólny login

Przez długi czas, razem z W., korzystaliśmy w necie ze wspólnych loginów. Kiedy zachodziła taka potrzeba, pisałam za niego na forach, odpowiadałam na maile. Jako on. Pasowało mu to do momentu, kiedy zaczęły mnie wkurzać listy od kobiet, które miały nadzieję na coś więcej, niż forumowe rozmowy.

Zaciskałam zęby i udawałam, że bawią mnie ich wyznania. Ale nie bawiły... Nie wiem co on miał z tego, że czytałam te listy. Może pewnego rodzaju perwersyjne zadowolenie? Dziś trudno mi oceniać, bo patrzę na tamten czas przez pryzmat krzywdy. Ale wtedy przyszedł taki moment, kiedy pękłam. Zapewniał mnie, że nigdy w życiu i w ogóle, że tylko ja, jednak któregoś dnia poprosiłam, żeby jednej z pań napisał co nas - mnie i jego - łączy. Najpierw zdenerwował się, ale potem obiecał, że to zrobi. Chyba za szybko się zgodził, bo nie uwierzyłam w jego zapewnienia. I miałam rację, bo pani tymczasem pisała: "pozwól mi się rozpieszczać, być przy tobie, rozjaśniać twój dzień." Jedynym rezultatem kolejnej awantury był wydany mi zakaz wchodzenia na pocztę. Bo login dalej miał być wspólny. W końcu ktoś musiał nadstawiać za niego głowę i wymachiwać szabelką na forach. Pamiętam dzień, kiedy przez cały wieczór pisałam dla niego posty. Osoba, której nimi pomagałam, była zachwycona, bo pozwoliły one pozbyć się z jednego z prywatnych forów kogoś bardzo niemiłego. Wszyscy byliśmy zadowoleni. Zapytałam, czy R. wie, że posty były mojego autorstwa. Wściekł się. Krzyczał, że wyjdzie na idiotę, kiedy jej powie prawdę. W sumie nie zależało mi na przypisaniu sobie zasług, ale niesmak pozostał...

Nikt nie zna jego tajemnicy. Jestem jedyną osobą, która wie. Wystarczyłby jeden ruch małym palcem, żeby go zniszczyć w necie. W dużo gorszy sposób, aniżeli on uczynił to mnie. Przez jego słowa, przez jego zachowanie, stałam się trędowata we wspólnym środowisku. Straciłam rozmówców. Kobiety które do niego pisały, nigdy nie dowiedziały się dlaczego przestałam być dla nich miła. Skąd wziął się dystans i niechęć do prywatnego kontaktu. Sądzą, że jestem złą kobietą, bez klasy. I chyba wszyscy chcieliby, żebym zniknęła raz na zawsze z miejsc w internecie, w których bywają.

Chciałabym móc wyjaśnić, opowiedzieć im co się stało, co przeżywam i dlaczego. Ale oni nie chcą wiedzieć. W internecie kobieta skrzywdzona nosi znamię trędowatej, a klasą nazywa się zmilczenie o czyjejś podłości. Jedna z naszych wspólnych znajomych, zapytana jak może być miła dla kogoś, kto tak bardzo mnie skrzywdził, odpowiedziała: "a dlaczego mam być niemiła? Przecież ona nic mi złego nie zrobiła."

Ja nie wiem jaki to jest świat, gdzie "przyjacielem" stajesz się tylko po to, by ugrać coś dla siebie. Zarzucono mi kiedyś, że nie znam wagi słów. "Epatujesz smutkiem" było jak najcięższy zarzut. Bo powinnam się radośnie uśmiechać dowiadując o zdradzie i nielojalności. Wolę źle wyważać słowa, niż ranić uczucia podłymi postępkami. Coraz mocniej narasta we mnie pragnienie opowiedzenia wszystkiego. Całej historii minionych czterech lat. Ta historia zaboli wiele osób, ale dla mnie może być rodzajem katharsis.

Dla mnie oczyszczeniem, dla czytelników przestrogą. Warto?

20:36, semiranna
Link Komentarze (34) »
środa, 01 lutego 2012
Takie tam, pieprzenie...

Właściwie nie chce mi się pisać. Bo niby o czym? Zimno jak cholera. Wydaje się, jakby wszystkim z lekka przymarzły myśli. Wszędobylski brak chęci do życia zastopował słowa, a ja czuję się tak, jakby ktoś założył cugle na moje życie...

Wypłakałam wcześniejszą operację wyjęcia żelastwa z mojej ręki. Wydawało mi się, że obietnica załatwia wszystko. Między innymi termin. Pomyliłam się. Nawet jeśli lekarz robi ci ogromną przysługę zgadzając się na operację, to wcale nie znaczy, że odbędzie się ona w terminie, który tobie najbardziej pasuje.

Dlatego więc:

Najpierw pojadę w lutym na miesięczną rehabilitację, a druty i popręg Webera usuną mi pod koniec marca. Że to nielogiczne? No, ja wiem. I co z tego?

20:24, semiranna
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Pogoda

Na zachodzie bez zmian;)

16:50, semiranna
Link Komentarze (8) »
niedziela, 29 stycznia 2012
Seks w małym mieście;)

Ponieważ nie chcę wyjść na kompletnie nudną, starą babę, a i tytuł blogu zobowiązuje, dzisiejsza notka będzie ciut perwersyjna. Uwaga - dzieci i osoby, które niesmaczy odsłanianie tajemnic alkowy, proszone są o nieczytanie;)

Dobrze jest, kiedy z seksem w parze idą piękne uczucia. Przez całe moje dorosłe życie seks był dla mnie ukoronowaniem miłości, co nie znaczy, że nie zdarza mi się iść do łóżka z facetem, którego nie kocham. Jednak po ostatnim miłosnym zadurzeniu, blokada wywołana przeżyciami była tak duża, że nie potrafiłam otworzyć swojego ciała dla erotycznych doznań. Przekonana, że bez miłości nie będę już umiała odczuwać przyjemności z męskiego dotyku, unikałam jak ognia propozycji wspólnego spędzenia nocy. I nie pomagał nawet alkohol, spożywany jako środek rozluźniający. Kończyło się na zatruciu pokarmowym, bez orgiastycznego finału;)

Jest ktoś w moim życiu, kto przewija się przez nie łóżkowymi epizodami. Dawniej łączyło nas coś, co można było nawet nazwać przyjaźnią. Teraz pojawia się czasem na herbatę, niekiedy robimy wspólny wypad na obiad, ale przez ostatnie lata, mój wewnętrzny dystans nie pozwalał mu zbliżyć się do mnie bardziej, niż podaniem łokcia podczas spacerów.

Lubię go. Nie tylko za przymioty jego wnętrza. To duży mężczyzna, pod każdym względem, a mi bardzo brakowało szczelnego okrycia gorącym, mocnym ciałem. Nie lubię w łóżku "ciepłego klucha" pytającego w jaki sposób ma mi sprawić rozkosz. Mężczyzna powinien brać to, co mu się należy i nie pytać czy wolno. Wtedy łóżko bardziej przypomina arenę walki, niż miejsce miłosnych zabaw. I tak ma być:)

Tęskniłam za twardymi dłońmi na moich pośladkach. Za gorączkowym pośpiechem pocałunków i głodem budzącego się z letargu ciała. Pożądanie, rozkosz, nasycenie...

Pierwszy raz od bardzo dawna zasnęłam nie prosząc, żeby wyszedł. A rano nie wstydziłam się rozmazanego makijażu.

Chciałeś, to masz;)

12:23, semiranna
Link Komentarze (28) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22