| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
RSS
niedziela, 01 kwietnia 2012
Pożegnanie

Z góry wszystkich przepraszam, że na moment pożegnania wybrałam dzień kawalarzy, nie jest to jednak primaaprilisowy żart. Jakoś tak się złożyło... Kończę pisanie w internecie. Bez specjalnego powodu. Po prostu nie ma już we mnie potrzeby pisania o moim świecie. Jest jaki jest i jeśli coś może go zmienić, to tylko ja sama, a nie zrobię tego wciąż na nowo rozkładając swoje emocje na czynniki pierwsze. Zamykam drzwi do minionych lat i uczuć, zostawiając sobie tylko maleńką furtkę dla wspomnień. Tych dobrych. Wszystkie inne kładę na ołtarzu zapomnienia.

Za miesiąc przyjdzie na świat moja pierwsza wnusia. Krew z krwi, kość z kości. Drobina mnie. To na niej pragnę skupić swoje emocje, przekazać jej cząstkę siebie, swoich myśli, doświadczeń i marzeń. Mam nadzieję, że dobre anioły pozwolą mi jeszcze długo dzielić się sobą z najbliższymi. Bo jestem im potrzebna tak samo, jak oni mnie.

Dziękuję Wam wszystkim za życzliwość i ciepłe miejsca w Waszych sercach. Byliście najlepszymi na świecie terapeutami dla mojej poranionej duszy. Jest ktoś, kto podniósł mnie, kiedy czołgałam się z bólu. Być może zawdzięczam Jej życie. Wiem, że tu zagląda - dziękuję Ci jeszcze raz:) Wam, moi Kochani, dziękuję za cudowne uczucie, że nie jestem sama. I za coś jeszcze... za Waszą wiarę we mnie. To ona dała mi siłę, by na nowo zawalczyć o siebie i uwierzyć tej kobiecie z lustra, że potrafi dać sobie radę ze wszystkim, co życie postawi na jej drodze.

Za Waszą obecność, wsparcie i akceptację zostawiam jedno słowo - dziękuję:). Was zabieram w najcieplejszym kąciku myśli.

Z podziękowaniem dla wszystkich internetowych ptaków:)

Jesteś mi jak ptak, który w długiej podróży przysiadł na parapecie mych słów. Szarą swą główkę przekrzywił bacznie mnie czytając i poczuł głód. Głód kolejnych słów. Więc zastukał nieśmiało w moją przezroczystość i poprosił o jeszcze...

Uśmiecham się lekko i składam ze słów jasnych myśli kolorowe witraże, odnajdując w nich dawno zapomniany blask... Poleruję zdania, by na nowo zapłonęły uczuciami. Sypię drobnymi słowy - okruchami duszy, by choć przez moment zachwycić się urodą szybującego w przestworzach ptaka...

I choć czasem więcej w tej karmie goryczy, to wracasz, żeby poczuć jeszcze jedno słowne przytulenie, jeszcze jedno ciepłe zamyślenie...

Dziękuję:)

11:14, semiranna
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 12 marca 2012
Zamek Czocha

Czas wolny od ćwiczeń i zabiegów na ogół spędzam wędrując po górskich szlakach, ale co kilka dni wybieram się w miejsca warte obejrzenia. Sobotnie, pochmurne popołudnie spędziłam zwiedzając zamek Czocha, jeden z piękniejszych zabytków Dolnego Śląska. Pojechaliśmy z Piotrem zaraz po obiedzie i mimo siąpiącego deszczu, oboje zaliczyliśmy ten dzień do najbardziej udanych. Zamek wraz z przyległościami jest doskonale zachowany. Zwiedzających zachwyca nie tylko jego położenie, ale przede wszystkim wspaniała architektura. Zresztą popatrzcie sami:)

Zamieszczam tylko dwa zdjęcia, bo mam kłopot z komputerem. Jeśli jednak mielibyście chęć pospacerować razem ze mną i Piotrem po zamku Czocha, to zajrzyjcie tutaj - Zamek Czocha.

Zapraszam:)

20:55, semiranna
Link Komentarze (22) »
czwartek, 08 marca 2012
Z listów do Anny

"Czuję się jak ścierka przeciągnięta po podłodze dworcowej toalety."

Aniu. Moja piękna Przyjaciółko. Obrazie moich myśli. Skąd u Ciebie takie odczucia? Przecież jesteś najdelikatniejszą z delikatnych. Najwrażliwszą z wrażliwych. Poezją myśli i uczuć. Moim odbiciem...

Nawet chorujesz na "moje" choroby. Jak to było? Straciłaś przytomność na kilkanaście minut, wzięłaś leki i wszystko wróciło do normy. Bardzo chciałaś być taka, jak ja. Rozpływałaś się w poetyckich strofach, wzlatywałaś i odfruwałaś. Nigdy na zawsze...

Pieprzony króliczek.

W sumie pasujecie do siebie.

Ty - ścierka. On - śmieć.

Sama poezja:)

Dlaczego do Ciebie piszę? Bo wiem, że mnie czytasz. Podobnie jak on.

Masz kochającego męża. Powiedz mi - do czego potrzebna Ci ta znajomość? Dla internetowego mirażu chcesz poświęcić to, co w życiu jest najważniejsze?

Anno. Jesteś pewna, że pokochałaś mężczyznę?

Powiedz jej. Powinna znać prawdę.

23:19, semiranna
Link Komentarze (10) »
sobota, 03 marca 2012
Sobota w kurorcie

Weekendowe dni to dla kuracjuszy bardzo wyczekiwany czas. Po pierwsze nie ma zabiegów, a po drugie: ćwiczenia są tylko dla tych, którzy chcą powyginać śmiało ciało. Reszta ma do wyboru - basen, wędrówki po okolicy, albo wyprawę do centrum, by - niczym po zakopiańskich Krupówkach -  przedefilować miejscowym deptakiem do Domu Zdrojowego, gdzie w hali spacerowej można zażyć przyjemności popijania leczniczej wody o wyśmienitym smaku.

Wybrałam bramkę dodatkową, czyli kolejną wyprawę gondolą na najwyższy górski szczyt, żeby po tej wspaniałej, duchowej przyjemności oddać się czynności nader prozaicznej, lecz nie mniej ekscytującej - zakupom. Towarzyszył mi Piotr, dzielnie dotrzymując kroku tak w wędrówce przez góry, jak i w slalomie gigancie po tutejszych sklepach. Trochę było mi żal objuczać go zakupowymi ciężarami, ale w końcu jest sporo ode mnie młodszy, więc czemu nie? W podzięce dostał zaproszenie na drinka w barze na dole, więc znikam na dalszy ciąg soboty w kurorcie;)))

20:15, semiranna
Link Komentarze (16) »
piątek, 02 marca 2012
Kryzys

Co jakiś czas próbuję po raz kolejny wystartować nowym życiem. Wcześniej układam dobre mantry i wierząc w ich skuteczność powtarzam sobie po raz milionowy: jestem zdrowa i silna, jeszcze wiele przede mną, cieszę się życiem, wszystko będzie dobrze, a nawet jeszcze lepiej.

Kiedy umocniona pozytywnym myśleniem wyruszam na podbój świata, nawet przez ułamek sekundy nie myślę, że coś pójdzie nie tak, że znów wypierniczę się na kolejnym życiowym zakręcie. Ma być dobrze i już.

Ale, k...a, nie jest.

Prawda jest taka, że do sanatoriów ludzie jeżdżą dla odbudowania sił witalnych, ale na ogół są to ludzie zdrowi. Mogą korzystać ze wszystkich zabiegów, mogą rozwijać tężyznę fizyczną, mogą cieszyć się powrotem kondycji. Wymyśliłam sobie, że ze mną też tak będzie.

Ale, k...a, nie jest.

Kriokomorę mi zabrano, bo serce zwariowało, a oskrzela zabrały oddech. Zabrano mi magnetronik, bo pole magnetyczne przypomniało sercu o arytmii. Zabrano mi hydromasaże, bo po wodnym relaksie z bąbelkami nie mogłam wstać. Dzisiejszy dzień spędziłam w łóżku, bo ani nogi nie chciały chodzić, ani głowa nie chciała myśleć. A przecież miałam tutaj stanąć na nogi, poczuć drugą młodość i przypływ energii życiowej. Miało być naprawdę dobrze...

Ale, k...a, nie jest.

PS

Nie pocieszajcie mnie. Ja już tak mam i powoli się do tego przyzwyczajam, że za długo nie może mi być dobrze. Jestem zła. Jestem wściekła. Jestem wk...na! Przejdzie.

20:29, semiranna
Link Komentarze (18) »
wtorek, 28 lutego 2012
Spotkania

Kasia ma trzydzieści osiem lat i sześcioletniego synka. Szczupła blondynka z jasną aurą dobrej energii. Spotkałyśmy się w deszczowy dzień u stóp zbocza góry, w której mniej więcej na połowie wysokości czerniało wejście do jaskini. Ciekawość bywa silniejsza od rozumu, dlatego zapadając się w głębokim śniegu i zjeżdżając po lodowych jęzorach, pięłyśmy się pod górę, chcąc zobaczyć lodowe stalagmity i stalaktyty. Mati śmignął jak koziołek sprytem swoich sześciu lat, a my, podtrzymując się wzajem, dotarłyśmy do jaskini na ostatnim oddechu. Ale warto było:) W czeluści skalistej wnęki ujrzałam zachwycający obraz.

Kamień kojarzy się z monolitem, czymś mocnym i zwartym. Tymczasem skały otaczające jaskinię bardziej przypominają mocno spróchniałe drewno, aniżeli kamienne formacje. Ostre jak brzytwa brzegi kamienia układają się wąskimi warstwami, tworząc dziwaczne, kolorowe struktury, gdzieniegdzie błyszczące niczym "złoto głupców". Zdawać by się mogło, że to przedsionek do kaplicy gór, gdzie głównym ołtarzem są lodowe rzeźby. I tak było w istocie...

Potężne, lodowe sople zwisały ze sklepienia pieczary, połyskując spływającą po nich wodą. Przezroczyste, białe, a niekiedy niebieskawe, tworzą kurtynę zasłaniającą wnętrze jaskini. Pod nimi, wzniesione ku górze, strzeliste, lodowe kolumny, wsparte na falistych piedestałach zmarzliny, zamykają drogę ciekawskim oczom. Niezwykłe budowle pełne muzyki spadających kropel wody...

Długo stałyśmy jednakowo zachwycone niespotykanym tworem natury. Dzieli nas piętnaście lat, a jednak przez tych parę chwil znalazłyśmy w sobie coś, co przyciąga jak magnes i tworzy pierwsze niteczki więzi. Podobieństwo w postrzeganiu i odbiorze świata. Z radością przyjęłam zaproszenie do wspólnego spędzenia popołudnia i po kilkunastu minutach jazdy samochodem, całą trójką odwiedziliśmy muzeum szachów. Skromne pomieszczenia w prywatnym domu zachwyciły nas bogactwem zbiorów. Szachy ze wszystkich stron świata, wykonane z przeróżnych materiałów. Od klasycznych - drewnianych, przez szachy z kości słoniowej, malachitu, szkła i plastiku. Różne kształty i wielkości. Wszystkie wyjątkowo piękne. Obok szachów, w regałach, ustawiono dziesiątki książek o tematyce szachowej, a także trofea z konkursów szachowych, których zdobywcą jest właściciel zbiorów. Przyjemnie było posłuchać jego turniejowych wspomnień. Wyszliśmy bogatsi o odrobinę wiedzy i wiele przyjemności.

Resztę dnia zajął nam spacer ulicznym deptakiem wśród rzeki turystów, zwiedzanie miejscowego kościoła, no i oczywiście przepięknego domu zdrojowego wraz z wykonaną z drewna modrzewiowego, osiemdziesięciometrowej długości halą spacerową, pełną olbrzymich agaw rosnących w donicach wzdłuż deptaka. Popijając przy maleńkim stoliczku wodę zdrojową, długi czas opowiadałyśmy sobie z Kasią o życiu. Dwie zupełnie obce dla siebie kobiety, z różnych pokoleń, na zupełnie różnych etapach życia, odnalazły się w tłumie i opowiedziały o sprawach z najgłębszych zakamarków duszy.

I sama nie wiem jak to się stało...

Następnego dnia wjechałyśmy kolejką gondolową na ośnieżone szczyty i w czasie gdy Mati zjeżdżał na pupie z niewielkich stoków, we dwie z Kasią pasłyśmy dusze śnieżnymi krajobrazami. Na koniec, w schronisku, gorącą herbatą przypieczętowałyśmy międzypokoleniowe braterstwo dusz;))

Mówią, że swój swego zawsze znajdzie. Choćby dzieliła ich przestrzeń największa, bo czas:)

14:39, semiranna
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 27 lutego 2012
Zima w górach

 

19:26, semiranna
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22